TechLife devBlog

Rzecz o przyszłości internetu

Inne, Internet, Techblog 19 czerwca 2010 00:29

Tekst ten spisuje w dużej mierze z własnej ciekawości, aby czytając go za kilka lat móc sprawdzić jak na ile trafnie udało mi się przewidzieć przyszłość.

Creative Commons (by-nc-nd) - JaulaDeArdilla Będąc w podstawówce czasami mogłem całe dnie przesiedzieć na klepaniu przeróżnych programów w BASIC-u na moim postkomunijnym Commodore 64 (pozdrowienia dla fanów C&A). Kiedy jednak nastała era PC a ja zacząłem szperać po internecie czy to u kumpli czy w kawiarenkach, wówczas zauważyłem, że mój nie podłączony do internetu komputer stawał się coraz mniej użyteczny. Oczywiście nadal można było zrobić na nim 1k przeróżnych rzeczy jednak był jakiś taki... pusty. Wtedy zdałem sobie sprawę, że internet to przyszłość, bez której nie będzie można niedługo żyć. Brak internetu będzie równie odczuwalny jak brak prądu.

Kiedy poszedłem do technikum, do klasy informatycznej, postanowiłem wybrać sobie jakiś język programowania, w którym zacznę się szkolić, tak aby na studiach a później w pracy zawodowej mieć już go w małym palcu. W tamtych czasach w królestwie programowania prym wiodły takie języki jak C, C++ czy Delphi, w których to można było naklepać jakiś programy użytkowe, które wówczas były w cenie. Ja jednak nie widząc innej przyszłości poza internetem postawiłem na naukę tworzenia dynamicznych stron internetowych i związanych z nimi języków skryptowych od PHP poczynając.

Na studiach zauważyłem, że moja wizja przyszłości szybko się wypełnia. Coraz więcej polskich firm zaczęło dostrzegać potencjał internetu. Każda firma chciała mieć własną stronę internetową, które stopniowo z prostych HTML-owych wizytówek zaczęły przekształcać się z coraz bardziej zaawansowane systemy zarządzania treścią, ewidencji sprzedaży czy wspomagania zarządzaniem. Te coraz bardziej funkcjonalne systemy szybko zaczęły przyjmować funkcje aplikacji desktopowych stopniowo je zastępując (stan na dzień dzisiejszy).

Creative Commons (by-nc-nd) - taberandrew Do zalet aplikacji internetowych nie muszę chyba nikogo przekonywać. Świadczy o tym chociażby fakt, że za ich pomocą ja piszę ten tekst a Wy go czytacie (i za chwilę skomentujecie). Poza tym większość z Was zapewne używa np. internetowego klienta poczty, który automagicznie się aktualizuje, naprawia, zyskuje nowe funkcje czy backupuje. Jest to ogromna przewaga nad aplikacjami desktopowymi, które mogą przestać działać na 100 sposobów (wirusy, utrata danych, awaria jednego z wymaganych komponentów systemowych), natomiast póki działa Wam przeglądarka (a do tego nie trzeba wiele) do puty będą działały aplikacje internetowe (mówię oczywiście cały czas o przeglądarkowych aplikacjach).

Ok, więc mamy stan na dzień dzisiejszy, ale co dalej? Otóż moim zdaniem następnym krokiem będzie zmniejszenie roli komputerów osobistych na rzecz internetowych chmur czyli olbrzymich farm serwerów. Dowody takiego trendu możemy znaleźć już teraz. Wystarczy sprawdzić jaki komputer szybciej przeszuka zasoby internetu - nowe 8-rdzeniowe cacko czy stary pentium 500MHz? Oczywiście zrobią to w tym samym czasie bo zamiast robić to same zapytają o to serwerownie Googla. A który z nich znajdzie szybciej mail od kumpla sprzed 3 miesięcy? Oczywiście żaden, bo zajmą się tym serwery Googla na których operuje Gmail. Przykładów jest oczywiście znacznie więcej, można przecież zapytać który poradzi sobie lepiej z konwersją wideo wrzucanego na YouTube. Oczywiście jest to kolejne niewłaściwie zadane pytanie bo żaden z nich nie zajmuje się już konwersją, robią to internetowe serwery. A kto zaczyna wykrywać nam teraz wirusy znajdujące się na dopiero co podłączonej pamięci USB? Nie, nie nasz antywirus ale zewnętrze oprogramowanie antywirusowe przebywające w chmurach, do których lekki klient, działający w naszym systemie, wysyła próbki do analizy.

Przyszłość jest w chmurach Widzimy więc, że kolejnym naturalnym krokiem na tej ścieżce jest odchudzenie komputerów osobistych do roli wyłącznie klientów internetowych chmur (patrz Chrome OS). Oczywiście nadal pozostają programy, których nie da się póki co wyprzeć z desktopów. Bo jak zastąpić programy typu Photoshop, CAD, programy do obróbki wideo czy zaawansowane graficznie gry przez aplikacje przeglądarkowe. To rzecz jasna nie stanie się w najbliższych latach, chociażby dlatego, że nie istnieje jeszcze odpowiednia technologia, w której te aplikacje mogły by powstać. IMO HTML5 dopiero będzie w stanie zapewnić dobry budulec dla aplikacji internetowych typu pakiety biurowe, a do reszty jeszcze daleko. Co prawda rzeczami typu Flash czy WebGL będzie się dało zapchać wiele dziur jednak gra napisana w WebGL choć do działania będzie wymagała wyłącznie przeglądarki to jednak całość operacji graficznych nadal pozostanie do wykonania po stronie klienta.

Creative Commons (by-nc-nd) - stadtstreicher79 Na końcu dochodzimy więc do punktu, w którym wszelkie operacje wymagające większej mocy obliczeniowej przerzuconą zostaną do chmur. Widzę to na podobnej zasadzie jak odbywają się sesje VNC. Nasz komputer będzie logował się do najbliższego nam centrum cyfrowego i stamtąd otrzyma gotowy do wyświetlenia na monitorze obraz. Zalet takiego systemu jest wiele. Po pierwsze znika problem skalowalności. Obecnie rynek gier komputerowych jest w znacznym stopniu motorem napędowym do zmiany podzespołów komputerowych na nowsze. Jednak w przypadku centrów cyfrowych problem ten nie istnieje. Jeżeli tylko będziemy chcieli pograć w najnowszą grę to po prostu w nią pogramy ponieważ system będzie miał do dyspozycji olbrzymie zasoby obliczeniowe, które będzie przydzielał użytkownikom w zależności od ich zapotrzebowania. Chociaż centra cyfrowe wydają się trochę nierealnym pomysłem to jednak nie odbiegają one za bardzo od dzisiejszych sieci energetycznych. Każdy z nas będzie podłączony do najbliższego centrum cyfrowego podobnie jak obecnie podłączony jest do najbliższej elektrowni i każdy będzie otrzymywał tyle mocy obliczeniowej ile aktualnie potrzebuje (podobnie jak z energią elektryczną). Z tej perspektywy sprawa wygląda już całkiem normalnie. Kolejna ogromna zaleta jest taka, że podobnie jak teraz wykwalifikowani pracownicy obsługują elektrownie, również specjaliści od sprzętu będą obsługiwali centra obliczeniowe. To zupełnie tak jak by każdy z nas miał w domu własnego informatyka. Skończą się zawirusowane systemy działające na ćwierć gwizdka, z którymi zwykły użytkownik nie daje sobie rady. Poza tym aktualizacja takiego centrum cyfrowego będzie wiązała się z wymianą macierzy dyskowej klasy 1 na macierz klasy 2, czy wymianą jednostki głównej posiadającej 4k procesorów klasy 1 na jednostkę z 100k procesorów klasy 2 i po bólu. Wreszcie komputerami zajmą się specjaliści a użytkownikom pozostanie... użytkowanie :-)

Co do zestawów komputerowych do szacuję, że będą one składały się wyłącznie z monitora, myszki i klawiatury (o ile ktoś nie wymyśli czegoś bardziej poręcznego) oraz urządzeń peryferyjnych typu kamera czy drukarka. Będą one spięte ze sobą siecią bezprzewodową. Wszystko inne znajdowało będzie się w chmurach. Ktoś spyta a co np. ze zgrywaniem zdjęć z aparatu skoro nie będziemy mieli obudowy komputera do której można będzie wsadzić kabel USB czy kartę pamięci. Otóż sprawa jest prosta, wszelkie urządzenia peryferyjne będą również klientami sieci internet i będą przesyłały dane prosto do chmur, a więc żadna obudowa z portami nie będzie nam potrzebna.

Na tym już zakończę moje przemyślenia co by niepotrzebnie nie wydłużać tekstu. To jak, kto się założy, że tak będzie? :-)

Komentarze z jogger.pl

uzyszkodnik 19 czerwca 2010 / 01:29

Granie "przez internet" juz jest, kilka miesiecy temu spotkalem sie z beta takowego projektu.
Tylko, ze przy realizacji tego cuda pojawiaja sie 2 problemy.
1. Przepustowosc lacza.
2. Opoznienie w komunikacji klient-serwer.
Co czyni przedsiewziecie dosc nieoplacalnym.

Coz a reszta?
Co kto lubi tylko rodzi sie kolejny problem. Cuda dzialajace w przegladarce internetowej
to nie jest natywny kod dla danego blaszaka-> albo streamujemy aplikacje ( duze koszta lacza) albo musimy kupic jeszcze nowsiejszego i lepszego pcta zeby pociagnac cos co szlo na starym.

Hmm moze to jest troche offtopicowe, ale nasuwa mi sie tutaj skojarzenie z gastronomia, teoretycznie mozemy produkowac masowo zarcie i pozywiac sie w restauracjach fast foodach etc. ale jednak ciagle istnieje instytucja domowych obiadkow ;) . Po prostu na dzien dzisiejszy zmiana infrastruktury informatycznej sie nie oplaca, a w momencie kiedy osiagniemy moment kiedy bedzie to mozliwe, beda wypracowane inne rozwiazania ktore beda uzywane na codzien.

SebaS86 19 czerwca 2010 / 09:20

Mówisz, że nie będzie wirusów... takie systemy zmieniają tylko środek ciężkości, cel i sposoby ataku. Tak naprawdę są tylko, większym łakomym kąskiem dla ludzi z tego żyjących. I tak naprawdę pozbawiamy się prywatności. Mówisz, że obróbką wideo zajmie się zdalny serwer, a co jeśli chcemy zachować go w 100% jako prywatny? W takim przypadku nie możemy skorzystać z szyfrowania, bo serwer musi przecież jakoś operować na takich danych. Poza tym samo (de)szyfrowanie wymaga pewnej mocy obliczeniowej no i wspomniana infrastruktura byłaby potwornie droga.

To tylko kilka zarzutów. Ale tak naprawdę przekonamy się za jakiś czas co z tego wyjdzie. Chciałbym aby cała technologia wyewoluowała w trochę mniej drastyczny sposób, wystarczy, że już mnie irytują gry z DRM kiedy chcę sobie pograć w momencie gdy zdechnie mi łącze internetowe. Albo, że strony mi się wolno ładują, bo kumpel ze stancji ssie coś z Internetu... Już widzę oczyma wybraźni: "wyłącz już tą grę, bo transmisja meczu mi ścierwi". ;)

trójkąt 19 czerwca 2010 / 12:09

@uzyszkodnik: oczywiście myślałem już o etapie, na którym każdy ma w domu światłowód. Zakładając, że monitory nie będą powiększały się w nieskończoność to w końcu każdy ekran do wyświetlania obrazu będzie potrzebował stałej przepustowości łącza (np. 1MB). To trochę takie odkrycie jak w projekcie Photosynth, gdzie autorzy zauważyli, że tak naprawdę obliczenia graficzne są zawsze ograniczone rozdzielczością monitora i dzięki temu można je utrzymać na stałym poziomie.

Co do domowych obiadków do może i masz racje, ale z drugiej strony czy sam sobie wydobywasz węgiel czy sam sobie robisz ubrania? Podział zadań pozwala nam zaoszczędzić wiele czasu.

@SebaS86: Ataki tak, ale należy pamiętać, że takimi ośrodkami opiekują już się odpowiednio wykwalifikowane osoby. Jak często taki Gmail pada ofiarą ataku powodującego jego pad na całej linii? A ile trojanów na komputer przeciętnego kowalskiego nie mającego za dużego pojęcia o informatyce?

Co do prywatności to myślę, że rozwiązaniem tego problemu mogły by być prywatne centra cyfrowe, podobnie jak lokalne elektrownie budowane w wielu miejscach, które wymagają niezależność. Małe centra oznaczają mają skalowalność ale zwiększa się prywatność. Myślę, że dobrą analogią będzie Google Wave, którego serwer każdy może sobie postawić sam, jeżeli obawia się Googlowego poziomu ochrony prywatności.

iss 19 czerwca 2010 / 13:06

Coraz popularniejsze są różne sposoby choćby częściowego uniezależnienia się od zewnętrznych dostawców energii. Baterie słoneczne i kolektory to nieodłączny element nowoczesnych inteligentnych i energooszczędnych domów. Do tego dochodzą minioczyszczalnie ścieków.
Niektórzy nie chcą być zdani na łaskę i niełaskę zewnętrznych dostawców.

DaLee 19 czerwca 2010 / 13:20

Ja natomiast spodziewam się rozwoju formatu xml i całkowitego oddzielenia danych od ich prezentacji. Wtedy przykładowo dodawanie notki do dowolnego bloga czy artykułu do portalu internetowego jako dziennikarz będzie można przeprowadzić z tego samego programu, czy nawet z telefonu, zmieniając jedynie adres serwera i dane logowania. Tak samo przeglądanie ich będzie możliwe w dowolnym programie obsługującym dany standard czy na dowolnej stronie internetowej. Podobnie może być z mikroblogami, przepisami kulinarnymi, listami zadań i kalendarzami, zakładkami do stron internetowych itd.

SebaS86 20 czerwca 2010 / 21:52

@Trójkąt, a kogo interesują maile? Za to cały system jest już łakomym kąskiem, bo mamy za jednym przysiadem wszystkie dane, sporej ilości osób. No i zagrożenie nie musi pochodzić tylko z zewnątrz, taki wykwalifikowany fachowiec też może dojść do wniosku, że zarabia za mało jak na swoje kompetencje i będzie chciał skubnąć coś na boku... Po prostu zmieni się środek ciężkości, nie będzie opłacało się atakować, słabych, nic nie wartych klientów, a wielkie homogeniczne środowiska.

trójkąt 21 czerwca 2010 / 00:40

@SebaS86: myślę, że nie jest co coś nowego co nie mogło by nastąpić już dzisiaj. Jednak nie mamy jeszcze spektakularnych wycieków z Googla czy nie przymierzając DropBox-a.

SebaS86 21 czerwca 2010 / 08:47

Bo nic ciekawego tam nie ma. Za to o spektakularnych wyciekach list razem z hasłami z największych banków zapewne słyszał każdy i to jest fakt. :)

trójkąt 21 czerwca 2010 / 08:50

Jasne, nie ma systemu do którego nie można by się włamać, ale czy to jest na tyle częste, że ludzie z tego powodu przestali korzystać z banków?

SebaS86 21 czerwca 2010 / 09:04

Tylko pomyśl co tak naprawdę tracisz jeśli ktoś uzyska dostęp do jednego systemu, a co się stanie kiedy otrzyma wszystkie informacje o Tobie. Wyobraź sobie, że byłeś leniwy i trzymałeś nawet klucze prywatne służace do podpisywania e-dokumentów. Do czego dążę? Centralizacja. Decentralizacja była jednym z celi stworzenia Internetu, jest jednym ze sposobów na podwyższenie bezpieczeństwa i częściowo niezawodności.

TheAër 03 listopada 2010 / 16:28

Co do spraw hardware'owych to ośmielę się nie zgodzić. Łącza wi-fi są zbyt drogie, poza tym po co Ci wi-fi lub Bluetooth, jeśli używasz tylko i wyłącznie klawiatury i myszy?

No i jeszcze ta sprawa z przesyłaniem zdjęć: raczej nie będzie Ci się chciało nawiązywać połączenia przez bluetooth/wi-fi/co tam wymyślą, wpisując kody autoryzacji itp. - o wiele poręczniejszy jest kabel usb czy czytnik kart pamięci, no i jest to mniej energochłonne rozwiązanie, pozwala też na zachowanie przepustowości łącza.

Ja wyobrażam sobie taki domowy terminal jako coś innego: rodzaj hub-a USB z gniazdkiem zasilania i i/o dźwięku, do tego 8 portów USB, Fire-wire, port monitora i najważniejsze: port (Fast-)Ethernet



Komentarze