Dziś z pompą i paradą otwarto pierwszy w Polsce punkt ładowania samochodów elektrycznych. Na uroczystości nie mogło zabraknąć oczywiście elektrycznych samochodów. Takie rzecz jasna się zjawiły, niestety sztuk 2 (słownie: dwie).
Ktoś może spytać po co otwierać taki punkt dla dwóch samochodów? Oczywiście chodzi o promocję. Do połowy 2010 roku ma powstać 130 takich punktów (w tym 30 do końca grudnia). Jednak dlaczego do końca grudnia punktów ładowania ma być 15 razy więcej niż samochodów? Dlaczego nie mamy elektrycznych samochodów?
Od razu przypomniał mi się film, który oglądałem jakiś czas temu. Jego oryginalny tytuł brzmi Who Killed the Electric Car?. Autorzy filmu przedstawiają przerażającą historię, która doskonale wyjaśnia dlaczego nie jeździmy obecnie elektrycznymi autami, ciesząc się ich prostotą budowy/działania, ekologicznością, oszczędzając przy tym znaczne sumy pieniędzy. Kolejna teoria spiskowa? Warto obejrzeć, choćby dla Mela Gibsona ;-)
Jeżeli przeszkadzają komuś holenderskie napisy to możecie obejrzeć na youku.
Od czasu ostatniej notki trochę się u mnie pozmieniało. Studia odeszły w niepamięć a więc najwyższy czas zarobić na siebie. Wychodząc z założenia, że nigdzie nie pracuje się tak dobrze jak u siebie samego z dniem 1 sierpnia stałem się właścicielem, pracownikiem oraz jedynym inwestorem jednoosobowej działalności gospodarczej. Zarejestrowanie działalności okazało się nie takie straszne. W zasadzie wystarczyło wypełnienie pojedynczego, dwustronicowego druczku i następnego dnia miałem już regon. Resztę formalności załatwiło za mnie biuro rachunkowe.
Największym problemem okazało się znalezienie w Opolu biura w rozsądnej cenie. Niestety rozsądna cena i w miarę dobra lokalizacja wiązała się z gruntownym remontem. Mając na głowie pierwsze większe zlecenie tydzień remontu nie bardzo jest na rękę, no ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Na szczęście remont poszedł dość sprawnie i obdrapany pokoik

Teraz tylko podłączyć internet i już można lecieć z robotą... Niestety, podwykonawcy Netii bywają bardzo różni. Po wielu cyrkach z niewiadomym statusem realizacji zlecenia godzinami wiszenia na (dez)infolinii oraz bezkresnym burdelem na froncie Netia-podwykonawcy pierwszy pakiet dotarł do biura dopiero grubo ponad miesiąc później (sic!). Dodam że lokal znajduje w centrum Opola i były w nim od dawna działające skrzynki Netii. Oczywiście pierwszy pakiet został należycie wykorzystany (pobranie listy serwerów Teeworlds). Swoją drogą klepanie przez ponad miesiąc dużego portalu w Django bez internetu to całkiem nowe doświadczenie ;-)
Na szczęście mamy już październik i wszystko wychodzi na prostą. Obecnie działam wraz z dwoma kumplami ze studiów (sam przecież nie będę grał w Teeworlds), z czego każdy dla obniżenia kosztów pracy prowadzi własną działalność. Nie przeszkadza to jednak temu, że wszyscy trzej działamy pod jedną marką - Professional design, pdll.pl
Zajmujemy się oczywiście tworzeniem stron, bo przecież trzeba robić to co się lubi najbardziej :-) Póki co na brak roboty nie narzekamy. Cieszyć może to, że większość klientów trafia do nas z polecenia, gdzie nasi obecni klienci polecają nas kolejnym. Dzięki temu mamy pewność, że dobrze wykonujemy swoją pracę.
Po dwóch miesiącach dostrzegam już zalety prowadzenia własnej działalności:
Dzisiejszego ranka udało mi się przedwcześnie obronić swoją pracę magisterską i tym samy zakończyć 5-letni proces studiowania na Politechnice Opolskiej. W tym wpisie postaram się zawrzeć moje krótkie przemyślenia na temat studiów, z którego wyłoni się krótkie HOWTO studiowania na kierunkach informatycznych ;-)
Pierwsze pytanie brzmi: idę na studia żeby się czegoś nauczyć czy pożyć życiem studenckim? Jeżeli chcesz się zabawić wyjedź gdzieś do dużego miasta typu Wrocław, Kraków czy Poznań, gdzie o każdej porze znajdzie się jakiś otwarty klub i ludzie chętni na imprezę. Jeżeli natomiast chcesz się czegoś nauczyć idź tam gdzie jest Ci najbliżej aby oszczędzić sobie uroków życia w akademiku czy na stancji. Nie trzeba będzie zastanawiać się co jutro zjesz na kolację, za co opłacisz akademik czy skąd weźmiesz czystą bieliznę ;-) Dzięki temu zdobędziesz mnóstwo czasu do zagospodarowania pomiędzy studia i swoje zainteresowania (a do klubu też można zawsze wyskoczyć).
Nie ucz się wszystkiego co Ci każą. W większości są to oderwane od rzeczywistości bzdury, rzeczy mniej lub bardziej przedawnione lub informacje, które po prostu leżą poza twoim kręgiem zainteresować. Najlepiej już na początku studiów wytyczyć sobie kierunek w jakim chcemy się rozwijać i drążyć go do końca. Trzeba powiedzieć sobie chcę być grafikiem, programistą C++, webmasterem czy specjalistą od sztucznej inteligencji. Studia potraktować trzeba jako 5-letni przegląd rzeczy, którymi zajmuję się informatyka. Uczenie się wszystkiego nie ma sensu, specjalistą od wszystkiego nie będziesz. Ważne jest natomiast poznanie wszystkich obszarów informatyki razem z narzędziami jakimi się posługują, aby w razie czego wiedzieć, w którym kierunku po wiedzę sięgnąć i co z czym się je. Po ukierunkowaniu się na daną dziedzinę wystarczy jedynie z tego 5-letniego przeglądu informatyki wyłapywać narzędzia i techniki powiązane z obszarem naszych zainteresować i przyjrzeć się im z bliska.
Nie można zakładać, że ktoś na studiach nas czegoś nauczy. Studia w tej chwili są tak powszechne jak komunikacja miejska. Uczenie mas to uczenie wszystkich czyli nikogo. Jeżeli sam się czegoś nie nauczysz to nikt za ciebie tego nie zrobi. Nie chodzi mi jedynie o uczenie się rzeczy objętych programem nauczania. Większości rzeczy tak naprawdę przydatnych w pracy nikt nam na studiach nie pokaże. Nie liczcie na to, że ktoś wam opowie jak dobrze skonfigurować Linuksa, zbudować stronę używając Django czy nauczy używać narzędzi kontroli wersji. Dlatego ważne jest olanie mniej ważnych rzeczy aby mieć czas zagłębić się w inne, czyli te rzeczywiście przydatne.
Zakręć się w jakimś informatycznym kole naukowym czy innym LUG-u. Nawet jeżeli nie będzie to coś bardzo interesującego to zdobędziesz nowe kontakty, które prędzej czy później zaowocują jakimś zleceniem, fajną praktyką czy może nawet ofertą pracy. Dodatkowo na pewno znajdziesz tam osoby, od których będziesz mógł się nauczyć wielu ciekawych rzeczy.
Olej wszelkie średnie. Nie szykuj się na stypendium. Dobra średnia wymaga uczenia się bzdurnych i nieprzydatnych rzeczy a czasami i to nie wystarcza bo akurat egzaminator miał zły dzień. Jeżeli oceny olejesz już na początku studiów zyskasz czas na uczenie się przydatnych rzeczy no i zaoszczędzisz sobie mnóstwo nerwów (a kto wie ile to lat życia dłużej). Ucz się przedmiotów, które leżą w obrębie Twoich zainteresowań. Tu staraj się o jak najlepszą ocenę, ale wyłącznie jako miernik swojego poziomu wiedzy, bo i tutaj może się zdarzyć, że przedmiot prowadzi ktoś kto dość często ma złe dni lub po prostu sam nie zna się na tym co wykłada (prowadzący z łapanki). Czas zaoszczędzony na zaliczeniu po najmniejszej linii oporu nieprzydatnych przedmiotów przeznacz na własne projekty lub komercyjne zlecenia. Wykonuj jak najwięcej takich projektów/zleceń czasami nawet za pół darmo czy wręcz za darmo. Na chwilę obecną nie jest to ważne póki masz co jeść i dach nad głową. Zaprocentuje to jednak po skończeniu studiów bo zamiast chwalić się piątką z inżynierii oprogramowania pochwalisz się projektem X, zleceniem Y, czy pracą w firmie Z. Nikogo wówczas nie będzie obchodziło ile kasy z tego wyciągnąłeś ale wyłącznie ile doświadczenia z tego wyniosłeś. Często będzie też tak że projekt A wykonany za darmo za rok otworzy nam drogę do projektu B wykonanego za małe pieniądze a ten za pół roku da nam wejście do projektu C, za który dostaniemy już dobre wynagrodzenie (dalej już z górki).
To by chyba było na tyle moich złotych myśli. Jak coś jeszcze mi się przypomni to zedytuję. Teraz czas na odpoczynek bo jutro pierwszy dzień reszty mojego życia :-)W ostatni czwartek zdarzyło mi się wynająć w ovh.pl prywatny serwer RPS I. Miał on służyć testom nowego startupa. Docelowa grupa testerów (około 80 osób), Celeron 1,2 GHz, 512 RAM, Łącze 100 Mbps bez limitu transferu, dysk 10 GB i 50 zł miesięcznie. Dobry serwer do testów można by rzec. Można by… ale:
Prywatne RPSy to rozwiązanie „ekologiczne” i tanie. Aby takim było żadna z maszyn nie posiada fizycznego dysku. Dane przechowywane są na wielkiej, wspólnej macierzy dyskowej dostępnej przez sieć za pomocą NFSa lub iSCSI.
Z grubsza powinno to działać tak:

Ale działa niestety tak:

Mały dowód:
$ time ls /sbin/
real 0m41.424s
user 0m0.008s
sys 0m0.004s
dla porównania mój laptop
$ time ls /sbin/
real 0m0.071s
user 0m0.000s
sys0 m0.003s
Dysk praktycznie nie istnieje a serwer staje się przez to zupełnie nieużyteczny. Nie żeby był to odosobniony przypadek. Wystarczy poczytać ten wątek na forum aby się o tym przekonać.
Na RPSa zdecydowałem się, bo słyszałem, że problemy z dyskami już ustały. Otóż nic podobnego! Od następnego miesiąca przesiadam się na serwer dedykowany z własnym dyskiem. Pewnie skończy się na Kimsufi w opcji L. Chyba, że polecacie coś lepszego w podobnej cenie.
Podsumowując:

Zapraszamy wszystkich miłośników otwartego oprogramowania a także takich, którzy chcieliby się z nim zapoznać na prelekcje z okazji Dnia Wolności Oprogramowania, które odbędą się w sobotę 20 września o godzinie 17:30 w budynku Łącznika Politechniki Opolskiej, przy ulicy Mikołajczyka 5. Dla uczestników przewidzieliśmy drobne upominki :-)
Zaprasza:
Opolska Grupa Użytkowników Linuksa (OpLUG)
linux.opole.pl
PS. Gdybyście chcieli gdzieś rozwiesić plakat to proszę bardzo

Dziś dotarł do mnie (via China Post) pakiet dostarczany dla ekip w ramach Software Freedom Day 2008. Wygląda tak:
W skład pakietu wchodzą:
Płyty zawierają garść programów oznaczonych jako „High Quality Open Source Software” przeznaczonych dla Windowsa. Płytka dla Linuksów oczywiście nie miała by sensu, bo każdy ma zapewne wszystkie te programy w repozytorium swojej dystrybucji. A dokładnie są to:
Osoby z okolic Opola już teraz zapraszam na prelekcje z okazji Software Freedom Day 2008, które odbędą się 20 września, najprawdopodobniej w budynku Łącznika (Politechnika Opolska ul. Mikołajczyka). Najprawdopodobniej bo sala właśnie jest na etapie zaklepywania. Więcej szczegółów wkrótce na stronie OpLUGa więc podepnijcie sobie RSSa jeżeli jeszcze nie macie.
Kilka dni temu również w naszym kraju rozpoczęła działanie Partia Piratów. Podobnie jak w innych krajach ma ona na celu wprowadzenie otwartych rozwiązań technicznych do administracji publicznej, promowanie wolnej kultury, uporanie się z prawami patentowymi oraz wieloma innymi sprawami, w których prawo pozostaje daleko w tyle za technologią.
Czas skończyć z informatyzacją kraju przez Microsoft czy numerami w stylu chowanie specyfikacji Płatnika.
Materiały z konferencji prasowej:
Prelekcja całkiem udana, przynajmniej jak dla mnie. Jeżeli ktoś nie jest na etapie rozglądania się za pracą to raczej mogło go to nudzić, ale dla szukających znalazło się w niej bardzo wiele cennych uwag i wskazówek. Dla tych którzy nie mogli dotrzeć lub też nie mieli szans dotrzeć zamieściliśmy jej nagranie na stronie OpLUG-owej
Miłego słuchania.




Gra legenda, będąca już od ’98 roku definicją słowa /grywalność/ doczekała się kontynuacji. Chociaż gra ukazała się w 1998 roku BattleNet nadal nią żyje i wygląda na to, że żyć będzie jeszcze długi czas.
Na oficjalnej stronie gry zachwycać można się prezentacją możliwości nowej wersji. Co prawda filmik w wersji 720×404 zajmuje 268 MB i ściąga się go programikiem o rozszerzeniu exe, ale na szczęcie Wine nie ma z tym problemu a zawartość wynagradza wszelkie trudności.
Całość została oprawiona jak przystało na dzisiejsze czasy w piękną grafikę 3D
zmienny kąt widzenia
i świetne tekstury tła.
Dodano nowe jednostki zgrabnie poruszające się w zróżnicowanym terenie
Ale najważniejsze, że zachowano to co najlepsze — klimatyczną fabułę i grywalność.
Chociaż wątpię, żeby petycja o wypuszczenie StarCrafta na Linuksa odniosła jakiś skutek, to na pewno jakoś się do tego dobiorę.
glhf
Remember, remember, the 11th of September.
Jutro minie 5 lat od słynnego ataku terrorystów na bliźniacze wieże WTC oraz Pentagon. Z tej okazji chcę Was zaprosić do obejrzenia filmu dokumentalnego, poświęconego tamtym wydarzeniom, który w rzuca nowe światło na całą sprawę i w porównaniu do kilku animacji flash-owych, błąkających się po internecie, stara się rzetelnie wyjaśnić wszelkie okoliczności. Dokument nosi tytuł Loose Change.
Ostatnio cały dzień wydzwaniała do mnie koleżanka, no i kiedy wieczorem nareszcie miałem czas żeby oddzwonić okazało się, że chodzi o pracę dla programisty. Znajomy, ma znajomego ... ... ... i ta firma szuka programisty. No nic. Spróbować nie zaszkodzi. Zadzwoniłem do tego "informatora" no i okazało się, że faktycznie poszukują programisty a raczej programistów i to z różnych języków: C C++ .Net Java Delphi ...
Pomyślałem, że spróbować nie zaszkodzi, chociaż zapomniałem spytać, czy ktoś od PHP się przyda, bo jak na razie to chyba moja najmocniejsza strona o ile nie jedyna ;) No więc zebrałem się i poszedłem we wskazany rejon i kilka dobrych minut szukałem małej budki z napisem na szybie "Kupie programistę". W końcu znalazłem, a raczej oni mnie znaleźli, bo wielkie nowoczesne drzwi same rozsunęły się wykrywając ruch. Wszedłem do środka po niewielkich schodkach i dotarłem do rozwidlenia. Góra, prawo, lewo, przód, tył, drzwi, schody, gabinety, biura... Ale nigdzie żadnego napisu, Biuro Obsługi Klienta, Jama szefa, czy sekretariat. Jedyne gdzie mogłem się dostać "bez wpadki" to tablica ogłoszeń znajdująca się metr obok mnie. Parze i faktycznie wiszą jakieś ogłoszenia. Ba nawet całkiem sporo. Przeczytałem te dotyczące programistów i zwątpiłem. Nigdzie nie było nic o C, C++ czy Delhi. Wszędzie tylko doskonała znajomość środowisk .NET, Java ... doświadczenie zawodowe, a przede wszystkim doskonała znajomość NetWeaver oraz doświadczenie w programowaniu SAP NetWeaver.
Poszukajmy czegoś normalniejszego. Portal Manager! Mile widziane doświadczenie w zarządzaniu stronami internetowymi No i jesteś my w domu! Mile widziane doświadczenie zawodowe z zakresu dziennikarstwa, PR, marketingu oj! Mile widziane doświadczenie wydawnicze i sprzedawania wiedzy ojj! Wykształcenie wyższe kierunkowe (preferowane zarządzanie, ekonomia, informatyka, ochrona środowiska i pokrewne) - ała!
Postałem jeszcze chwilkę w nadziei, że za trzecim przeglądnięciem ogłoszeń coś się znajdzie... I wtedy z wszystkich możliwych zakamarków, schodów, drzwi, szafek, lodówek zaczęli wypełzać ludzie na oko w wieku 25-30 lat. Było ich chyba z dwudziestu. Właśnie przemieszczali się na jakieś szkolenie z rozpoznania i obsługi błędów złożonych. Wszyscy wyglądali na 'zawodowych informatyków' i przemawiali do siebie w dziwnie 'oficjalno-technicznym' języku. Popatrzyłem na nich i na mnie, biednego studencika II roku. Zapiąłem kurtkę i pojechałem do domu.
A oto feralny komentarz do dyskusji na jogu Riddla po którym opublikowana została ta notka.
Komentarz dodany przez: Piotra Koniecznego
Gdyby nie to, ze tymczasowo mam bardzo ograniczony dostep do internetu, a komunikatorow moge uzywac jedynie przez ekg2, ktore dziala sprawnie rownie czesto jak polskie druzyny wygrywaja mistrzostwa swiata(yak!), to od razu zanegowalbym Twoj wpis.
IM przyspiesza i ma przyspieszac BO DO TEGO ZOSTAL STWORZONY! Nie mozna krytykowac glownej ideii IM, kiedy ja krytykujesz, przekreslasz mozliwosc uzywania tego wynalazku przez siebie ukazujac przepiekny bezsens wypowiedzi!
Jabber/XMMP ma opcje wiadomosci (oprocz rozmowy :>). Moj klient z ktorego zazwyczaj korzystam (PSI) potrafi sobie radzic nie tylko z 10 msgs po podlaczeniu do sieci, ale takze z ponad setka RSS-ow, ktore przychodza do mnie srednio raz na godzine.
Z IM jest tak samo jak z e-mailem:
Swiadomie mowie pa, swiadomie odpowiadam, kontunuujac watek. I wszystko to szybciej niz przez interface WWW Gmaila.
Dlatego zdecydowany przeciw zdaniu:
#v+ Riddle:
Ale nie ma nic bardziej nie na miejscu, jak pytanie zadane przez komunikator podczas czyjejś nieobecności.
#v-
Gdyby ludzie mysleli w ten sposob, protokol zostalby zaimplementowany tak:
if (USER_IS_OFFLINE) { CURRENT_MSG >> /dev/null;}
...a dobrze wiemy, ze tak nie jest i nie bedzie.
Jakie ma znaczenie, czy dostaniemy 10 odpowiedzi dostaniemy po wlaczeniu programu pocztowego/interface'u WWW/komunikatora?
Znaczenie ma jedynie nasze podejscie i software jakiego uzywamy do obslugiwania poczty e-mailowej i IMs.
PS: A obecnie, tez wszystkim kaze e-mailowac. ...bo ekg2. Ponadto Riddle pominal jedno wazne wykorzytanie poczyt e-mail: praca i kontakty biznesowe.
Z nikim zawodowo nie kontaktuje sie przez IM, glownie z powodu, ze pracodawca ma latwiejsza mozliwosc logowania wiadomosci, kiedy korzystam z poczty e-mail (serverside).
Komentarz oczywiście został usunięty, tak jak moja uwaga na temat jego usunięcia.
[...]Nie wiem co ja takiego zrobiłem, ale zawsze dyskusje tutaj były bardzo aktywne. Ostatnio jednak zrobiły się nieprzyjemne. Bardzo.[...]
Coś mi się wydaje, że wszystko jest OK póki myślimy tak jak Riddle.
Przeglądając konkurencyjne oferty trafiłem na grę w piłkarzyki o nazwie PenSoccer.



Tak sobie pomyślałem że gorszej zrobić nie mogę. A poprzeczka jak na pierszy program w Delphi stoi nieco wysoko. No ale przecież nie takie rzeczy się robiło w '43 ;) Obecenie moim podstawowym problemem jest odkrycie mechanizmu ułożenia kreski względem pozycji kursora. Nie mam pojęcia jak to jest zrobione a innego wyjścia jak naśladowanie tego mechanizmu nie widze. Przecież nie będę sterował na strzałkach.
Dzisiaj nareszcie ćwiczeniowiec rozdawał nam tematy projektów do napisania w Delphi.
Tematów miał 24 a osób było 22. Jeżeli była więcej niż jedna osoba do danego temetu, to te osoby grały pomiędzy sobą w marynarza :) Ja zgłosiełem się dopiero do tematu nr 11 i chociaż zrobiły to też dwie inne osoby to jednak ja wygrałem "losowanie".
Mój temat to gra w piłkarzyki. Piłkarzyki takie jak gra się na kartce w kratkę stawiając kreski i odbijając się od innych kresek. Może nie jest to najambitniejszy projekt ale w porówaniu do pozostałych wydał mi się najbardziej ciekawy, zwłaszcza że można go rozszerzyć o grę z komputerem lub przez sieć. No i zawsze to gra, a nie program więc testując ją przynajmniej będę miał trochy frajdy.
Acha, zapomniałem dodać. Mój poziom wiedzy z zakresu Delphi - 0, słwonie: zero. No to zaczynam projekt.
Oczywiście większość ma rację mówiąc, że demokracja jest do dupy.
Tylko zazdrościć nam takim krajom,
W których za darmo buty rozdają...
Nie są za piękne, ani szczególne,
Za to - darmowe, takie - ogólne.
Kiedy nadejdzie chlapa czy zima,
To obywatel - zawsze wytrzyma!
A jak już z wiekiem drą się pomału,
Dają komisje buty z przydziału.
W tych soc-komisjach są specjaliści,
Żeby nie było ludzkiej zawiści.
No bo ludziska, już kombinują:
Dajcie mi nowe, stare szwankują,
Buty wymieńcie - piszą podania -
Lewy za ciasny - są odwołania...
Żeby nikt nie mógł głupa im palić,
Muszą komisje wszystko ustalić:
Komu - do domu, komu - dla sportu,
A komu wydać z pierwszego sortu.
Żeby nie było oszukiwania,
Biorą komisje - pokwitowania.
Ale i biorą ponoć łapówki
Od elegantów, co chcą mieć nówki!
Na spec-komisje - przyszła już pora
Bo się korupcja zrobiła spora.
Tajne agencje też są konieczne,
Żeby zwalczanie było skuteczne.
Śledzą komisje inne komisje -
Każda komisja swoją ma misję.
Rosną urzędy i ministerstwo,
Żeby nie rosło butów paserstwo,
Żeby nie brano fantów i w łapę!
Bierz but - bez kantów i nie na gapę!
Jakiś tam Korwin - gada coś - głupi:
Buty - niech każdy, sam sobie kupi!
Jeden - na miarę, drugi - drewniaki...
Mówi, że lepszy jest system taki.
Zmniejszyć podatki! Dość biurokracji!
Wszystkie komisje - do likwidacji!
Jeszcze coś mami, że niby draństwo,
Że się butami zajmuje państwo!
Mądrze tłumaczą socjal-działacze:
Że buty kupią... tylko bogacze,
A biednych nie stać będzie na buty -
I będą boso - jak przyjdzie Luty!
A jak zamarzną? - To czyja wina?
Niech nikt nie słucha głupot Korwina!
No i za darmo uczą już młodzież:
Fajna by była darmowa - odzież,
Fajnie by było darmo się leczyć...
Trudno młodzieży temu zaprzeczyć...
Choć darmowemu nie jestem wrogi,
Czuję się - niczym but z lewej nogi,
No bo czasami widzę to czarno -
No bo skąd mają na to - za darmo?
Jan Gładkow
Jutro zaczynam sezon metodą szokową. Jak zawsze wstaję skoro świt 12:00, tak właśnie nastawiłem budzik na 6:15. I już mi się śmiać chce jak wyobrażę sobie siebie zwlekającego sie jutro z łóżka xD
Pokopałem jeszcze trochę w materiałach portalu www.mazowsze.k-raj.com.pl i znalazłem fragment z wieczornych wiadomości TVP1, o którym ostatnio tak głośno. Oto jak się manipuluje w reżymowej telewizji:
Janusz Korwin-Mikke opowiada o całej sytuacji.
Reżymowa telewizja już ze skóry wyłazi, by nam dokopać, bo podobno sondaże idą nam w górę tak, że ONI się nas po prostu boją. Otrzymałem dzisiaj zaproszenie, by wystąpić przed kamerami, w ramach »partii, które mają około 1% i ponoć nie mają szans w wyborach«. Odmówiłem. Ale powiedzieli, że dają teraz cztery takie partie i Partię Demokratyczną również. Nieopatrznie się zgodziłem. Oczywiście PD nie pokazali. Spytałem się ile ma to trwać, powiedzieli: 15 sekund i tyle mniej więcej mówiłem. Reporterka prosiła, by jeszcze coś mówić, powiedziałem, że nie, a na pytanie dlaczego: odpowiedziałem, że »nie będę więcej mówił, bo wy i tak wytniecie to, co wam się najbardziej podoba, ja już swoje powiedziałem«. Na dalsze naleganie i prośbę wytłumaczenia tej decyzji stwierdziłem »nie, bo wy jesteście chamy«. Pocałowałem jeszcze ładnie w łapkę i poszedłem...
Pokazali w ten sposób, że rzeczywiście są »chamami«, bo mojej wypowiedzi oczywiście nie wyemitowali, za to zmanipulowali cały materiał.
Jest to wyjątkowy skandal i mam nadzieję, że wygramy proces z Telewizją Polską. My się kopiemy z koniem, i prosimy internautów o każdą pomoc, bo chcemy żyć w świecie normalnym a nie wirtualnym, który tworzy reżymowa telewizja, owe pachołki złodziei, którzy rządzą w Warszawie.
A zresztą sam wam opowie.
Kolejne dowody jawnej dyskryminacji Platformy Janusza Korwin-Mikke. I jak tu nie wierzyć w teorie spiskowe? Ktoś chyba ma nas za idotów.
Zauważyłem że coraz więcej osób (internautów), jak również ludzi ze środowisk wolnego oprogramowania popiera Platformę Janusza Korwin-Mikke i jego niezmienne od lat idee wolności. Niezmiernie mnie to cieszy bo już od dawna chciałbym zobaczyć to środowisko w akcji.
Jednocześnie chciałem się przyłączyć do protesu przeciwko pomijaniu tego ugrupowania w debatach, sondażach wyborczych oraz telewizji.
Jestem też bardzo ciekaw jak zakończy się sprawa z udziałem PJKM w debatach TVP.
Uczniowie Empire High School z miejscowości Vail w stanie Arizona jako pierwsi w USA nie muszą nosić do szkoły książek. Zamiast nich każdy z 340 uczniów otrzymał iBooka - laptop produkcji Apple'a.
A ja myślałem że też tak kiedyś zdąże...
Właśnie chciałem zerknąć na jakiś 'porządny' sondaż prezydencki, gdzie wszystko było by w jednym miejscu. Więc po szybkim przeGooglowaniu trafiłem na serwis Wybory 2005 w portalu Gazeta.pl. Dokładniej to chciałem sprawdzić jak tam notowania 'lidera internetu' czyli pana Janusza Korwin-Mikke. A tu niespodzianka... Nie ma takiego kandydata...
UPDATE: Zgłosiłem błąd na stronie. Ciekawe co odpiszą.
[...] Z grzywką tak, ale może wygrałby Pan te wybory, gdyby ostatnie cztery lata poświęcił na to, by tydzień w tydzień jeździć po miastach, miasteczkach, wsiach, organizować mityngi i przekonywać do swojego programu?
- Problem polega na przykład na tym, że telewizja jest reżymowa. W naszym programie postulujemy likwidację abonamentu i jak najszybszą prywatyzację telewizji, a pieniądze z niej trzeba przeznaczyć na fundusz emerytalny. Jak Pan się domyśla, telewizja mnie w związku z tym bardzo nie lubi. Mogę podać konkretny przykład. Miałem spotkanie na rynku w Kaliszu, przyszło 300 osób. Tłumaczyłem pewnemu panu, jak działa podatek dochodowy (bo my chcemy go zlikwidować). Mówiłem: umówię się z panem, że pan będzie mi płacił sto złotych za to, że będę uczył pańskie dziecko języka chińskiego, a ja będę panu płacił sto złotych za skopanie mi ogródka. Płacę więc panu sto złotych, pan mi płaci sto złotych i dziecko już zaczyna mówić po chińsku, a ja mam zadbany ogródek. A jak rząd nałoży 20-procentowy podatek, to ja panu płacę sto złotych i dla rządu 20 złotych, pan też skądś wyciąga dodatkowe 20 złotych dla rządu. Dokładamy przez jakiś czas te 20 procent, ale po jakimś czasie obaj siedzimy bezrobotni, bo nie mamy pieniędzy. Ogródek zarasta, a córka się nie uczy chińskiego. W tym momencie mojego tłumaczenia odzywa się jakaś pani (wiek balzakowski, bardzo zadbana, pierścionki i tym podobne) i mówi: proszę pana, jestem emerytką, nie mam pieniędzy, ja bym z chęcią panu ten ogródek skopała. Odpowiadam jej, że po pierwsze, chyba nie nadaje się Pani do kopania ogródków, a po drugie, mój ogródek jest w Józefowie, a teraz jesteśmy w Kaliszu, więc mogłaby Pani co najwyżej umyć mi samochód za 10 złotych. Wtedy włączył się młody jegomość – nie menel: ubogi chłopak – że on by ten samochód umył za 10 złotych. Powiedziałem: OK, tu są kluczyki. Umył, wytarł własną koszulą, żeby się świecił, dostał 15 złotych. A telewizja zrelacjonowała to tak: na spotkaniu w Kaliszu Korwin-Mikke oświadczył, że rozwiązaniem problemu niskich emerytur jest to, że emeryci będą myli mu samochód za 10 złotych. [...]
Zachecam do przeczytania całego wywiadu jaki Piotr Najsztub przeprowadził z Januszem Korwin-Mikke 12 sierpnia 2005.
Wszystko co uczynicie,
Wam jest zapisane,
I sądzeni będziecie,
W noc sprawiedliwych