TechLife devBlog

Studia - podsumowanie

Inne 24 kwietnia 2009 22:55

Dzisiejszego ranka udało mi się przedwcześnie obronić swoją pracę magisterską i tym samy zakończyć 5-letni proces studiowania na Politechnice Opolskiej. W tym wpisie postaram się zawrzeć moje krótkie przemyślenia na temat studiów, z którego wyłoni się krótkie HOWTO studiowania na kierunkach informatycznych ;-)

Wybierz uczelnię

Pierwsze pytanie brzmi: idę na studia żeby się czegoś nauczyć czy pożyć życiem studenckim? Jeżeli chcesz się zabawić wyjedź gdzieś do dużego miasta typu Wrocław, Kraków czy Poznań, gdzie o każdej porze znajdzie się jakiś otwarty klub i ludzie chętni na imprezę. Jeżeli natomiast chcesz się czegoś nauczyć idź tam gdzie jest Ci najbliżej aby oszczędzić sobie uroków życia w akademiku czy na stancji. Nie trzeba będzie zastanawiać się co jutro zjesz na kolację, za co opłacisz akademik czy skąd weźmiesz czystą bieliznę ;-) Dzięki temu zdobędziesz mnóstwo czasu do zagospodarowania pomiędzy studia i swoje zainteresowania (a do klubu też można zawsze wyskoczyć).

Nie ucz się

Nie ucz się wszystkiego co Ci każą. W większości są to oderwane od rzeczywistości bzdury, rzeczy mniej lub bardziej przedawnione lub informacje, które po prostu leżą poza twoim kręgiem zainteresować. Najlepiej już na początku studiów wytyczyć sobie kierunek w jakim chcemy się rozwijać i drążyć go do końca. Trzeba powiedzieć sobie chcę być grafikiem, programistą C++, webmasterem czy specjalistą od sztucznej inteligencji. Studia potraktować trzeba jako 5-letni przegląd rzeczy, którymi zajmuję się informatyka. Uczenie się wszystkiego nie ma sensu, specjalistą od wszystkiego nie będziesz. Ważne jest natomiast poznanie wszystkich obszarów informatyki razem z narzędziami jakimi się posługują, aby w razie czego wiedzieć, w którym kierunku po wiedzę sięgnąć i co z czym się je. Po ukierunkowaniu się na daną dziedzinę wystarczy jedynie z tego 5-letniego przeglądu informatyki wyłapywać narzędzia i techniki powiązane z obszarem naszych zainteresować i przyjrzeć się im z bliska.

Nikt Cię niczego nie nauczy

Nie można zakładać, że ktoś na studiach nas czegoś nauczy. Studia w tej chwili są tak powszechne jak komunikacja miejska. Uczenie mas to uczenie wszystkich czyli nikogo. Jeżeli sam się czegoś nie nauczysz to nikt za ciebie tego nie zrobi. Nie chodzi mi jedynie o uczenie się rzeczy objętych programem nauczania. Większości rzeczy tak naprawdę przydatnych w pracy nikt nam na studiach nie pokaże. Nie liczcie na to, że ktoś wam opowie jak dobrze skonfigurować Linuksa, zbudować stronę używając Django czy nauczy używać narzędzi kontroli wersji. Dlatego ważne jest olanie mniej ważnych rzeczy aby mieć czas zagłębić się w inne, czyli te rzeczywiście przydatne.

Zakręć się

Zakręć się w jakimś informatycznym kole naukowym czy innym LUG-u. Nawet jeżeli nie będzie to coś bardzo interesującego to zdobędziesz nowe kontakty, które prędzej czy później zaowocują jakimś zleceniem, fajną praktyką czy może nawet ofertą pracy. Dodatkowo na pewno znajdziesz tam osoby, od których będziesz mógł się nauczyć wielu ciekawych rzeczy.

Nie zbieraj ocen, pracuj

Olej wszelkie średnie. Nie szykuj się na stypendium. Dobra średnia wymaga uczenia się bzdurnych i nieprzydatnych rzeczy a czasami i to nie wystarcza bo akurat egzaminator miał zły dzień. Jeżeli oceny olejesz już na początku studiów zyskasz czas na uczenie się przydatnych rzeczy no i zaoszczędzisz sobie mnóstwo nerwów (a kto wie ile to lat życia dłużej). Ucz się przedmiotów, które leżą w obrębie Twoich zainteresowań. Tu staraj się o jak najlepszą ocenę, ale wyłącznie jako miernik swojego poziomu wiedzy, bo i tutaj może się zdarzyć, że przedmiot prowadzi ktoś kto dość często ma złe dni lub po prostu sam nie zna się na tym co wykłada (prowadzący z łapanki). Czas zaoszczędzony na zaliczeniu po najmniejszej linii oporu nieprzydatnych przedmiotów przeznacz na własne projekty lub komercyjne zlecenia. Wykonuj jak najwięcej takich projektów/zleceń czasami nawet za pół darmo czy wręcz za darmo. Na chwilę obecną nie jest to ważne póki masz co jeść i dach nad głową. Zaprocentuje to jednak po skończeniu studiów bo zamiast chwalić się piątką z inżynierii oprogramowania pochwalisz się projektem X, zleceniem Y, czy pracą w firmie Z. Nikogo wówczas nie będzie obchodziło ile kasy z tego wyciągnąłeś ale wyłącznie ile doświadczenia z tego wyniosłeś. Często będzie też tak że projekt A wykonany za darmo za rok otworzy nam drogę do projektu B wykonanego za małe pieniądze a ten za pół roku da nam wejście do projektu C, za który dostaniemy już dobre wynagrodzenie (dalej już z górki).

To by chyba było na tyle moich złotych myśli. Jak coś jeszcze mi się przypomni to zedytuję. Teraz czas na odpoczynek bo jutro pierwszy dzień reszty mojego życia :-)

Komentarze z jogger.pl

woocash 24 kwietnia 2009 / 23:47

Nie pozostaje mi nic innego jak tylko w 100% zgodzić się z Autorem. (2 Rok INF, 6 lat doświadczenia w branży)

skalpel-coffee 25 kwietnia 2009 / 00:18

Dobrze wiedzieć. Dzięki, że przybliżyłeś realia, bo zaraz matura, a potem czas szukania studiów :-).
Lubię słowo: „Doświadczenie”. Epic.

D4rky 25 kwietnia 2009 / 01:36

Dzięki za wpis, pocieszyłeś bardzo :)

Fluxid 25 kwietnia 2009 / 02:26

Uffff, czyli nie jestem jedyby który tak postępuje… Problem zaczyna się gdy przedmiotów nie leżących w obrębie zainteresowań się nie zalicza – wtedy zaczyna się mordęga i zrzędzenie kiedy się to skończy (teraz zaliczam zaległą statystykę, dzisiaj zawaliłem kolokwium z zarządzania… trzeba się zabrać, w końcu to przedostatni semestr)

mmazur 25 kwietnia 2009 / 10:25

Ostatni punkt jest w sumie najważniejszy, tylko tutaj spory warning: ja przez całe swoje studia nie zaliczyłem jednego przedmiotu w terminie, bo przedmiot był nudny, ja akurat miałem urwanie głowy w pracy no i mi się już nie chciało dodatkowo męczyć.

No i ta jedna pomyłka kosztowała mnie trzy literki. Zamiast być mgr inż. jestem tylko inż.

SebaS86 25 kwietnia 2009 / 11:17

Pocieszny wpis, chociaż ja zrozumiałem to będąc dopiero na przedostatnim roku. ;)

Sajam 25 kwietnia 2009 / 11:49

Ja praktykuję Twoje wskazówki już od gimnazjum ;)

Virgo Erns 25 kwietnia 2009 / 21:46

Żeby tak jeszcze zaliczali te nieprzydatne przedmioty bez ich nauki…

Adriano 25 kwietnia 2009 / 21:54

Wykonuj jak najwięcej takich projektów/zleceń czasami nawet za pół darmo czy wręcz za darmo.

Za darmo nic nie ma i niech tak zostanie. Za darmo to można dla siebie jakiś projekt zrobić (a później go ewentualnie sprzedać).
Od samego początku trzeba cenić swoją pracę.
Chyba że chodzi o coś przykładowo z otwartym źródłem – wówczas ‘za darmo’ to też nie jest (reklama dla nas).

wzs 25 kwietnia 2009 / 22:45

Sama prawda. Chociaż każdy bardziej ogarnięty student informatyki dojdzie do podobnych wniosków gdzięś tak po pierwszym roku…

Ale warto to HOWTO młodszym kolegom pokazać :)

trójkąt 25 kwietnia 2009 / 23:13

@Adriano: właśnie chodzi bardziej o reklamę niż zarabianie na projektach/zleceniach. Nie ważne że robisz za 200zł coś za co inni biorą 500zł. W czasie studiów bardziej niż pieniądze potrzeba jest reklama i doświadczenie.

Radek 25 kwietnia 2009 / 23:37

Wpis przeczytałem. Potwierdzam jego treść :)

Zal 25 kwietnia 2009 / 23:46

Praktyki, szkolenia, projekty, organizacje studenckie, koła naukowe – mi jeszcze rok został do ukończenia pierwszego kierunku, ale zgadzam się w zupełności. Już teraz widzę, że są tego pozytywne efekty.

Przy czym jedna uwaga – jeżeli ktoś myśli o doktoracie to nad tymi ocenami też czasem warto popracować ;]

Jaro 26 kwietnia 2009 / 00:44

Uprzedziłeś mnie, podobny wpis mam w szkicach ;)
Koniec studiów też nakłonił mnie do podsumowań i refleksji, – bądź co bądź, to koniec długotrwałego procesu edukacji rozpoczętego w 7 roku życia.

Chris Trynkiewicz 26 kwietnia 2009 / 00:52

Szczera prawda. Mimo to odczuwam, ze 90% ludkow ode mnie z UJ gardzi tymi, ktorzy nie maja UMLa, czy C++ w malym palcu. To sa tzw. przyszli klepacze kodu ;)

SPIDER 26 kwietnia 2009 / 12:45

Przede wszystkim gratulacje mgr Karbownicki !
Każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem – szczególnym dobrem narodu! – Opis studiów jak najbardziej prawdziwy.

Miałem to szczęście dość szybko się zorientować co i jak działa na uczelni i
do powyższego wpisu polecam jeszcze takie coś jak Indywidualny Program Studiów. Decydujesz, z którymi przedmiotami Ci nie po drodze i zamieniasz je na inne(nawet podając swój zakres materiału, który chcesz przerobić). Szukasz prowadzących, którzy mniej więcej rozumieją temat i przedstawiasz swoją wizję – zwykle mówią „ok”.
W ten sposób można realizując coś ciekawego /komercyjnego lub nie/ zaliczyć przedmiot na uczelni.

2-ch rzeczy na uczelni uczą standardowo: kombinowania i robienia na ostatnią chwilę. Przydatne. :)

Adam 27 kwietnia 2009 / 15:40

Jeżeli natomiast chcesz się czegoś nauczyć idź tam gdzie jest Ci najbliżej aby oszczędzić sobie uroków życia w akademiku czy na stancji.
Poza powyższym ze wszystkim się zgadzam. W życiu nie zamieniłbym życia studenckiego na cokolwiek innego, jestem wręcz skłonny twierdzić, że kto nie mieszkał w akademiku jedynie uczęszczał na uczelnię, a nie studiował ;)

SuperDaemon 10 maja 2009 / 10:45

Szczera prawda, tylko trzeba uwazac, bo jak sie czlowiek rozpedzi ze zleceniami, to latwo uwalic semestr (mowie z wlasnego doswiadczenia). Wolontariat jest wazny, pozwala podbudowac sie psychicznie ;).
Pamietam jak w gimnazjum wrecz prosilem ludzi – czy moge im naprawic komputer? – dzis wyznaczam terminy jedno – dwutygodniowe.
I jak zwykle dodam, ze najlepsi sieciowcy to praktycy, studiuj wiec zaocznie i pracuj jesli chcesz siedziec w sprzecie. Programisci musza troche wiecej czasu spedzic na uczelni, ale czy oby napewno?

ejb 18 maja 2009 / 00:54

Chyba dopiero 16 komentarz zawierał gratulacje :O

Gratuluję przede wszystkim i dzięki za radę. :)



Komentarze