TechLife devBlog

Powrót do przyszłości

Nauka 31 grudnia 2005 01:58

Jak podaje Wikipedia:

Déjà vu (fr. już widziane) - odczucie, że przeżywana obecnie sytuacja wydarzyła się już kiedyś, w jakieś nieokreślonej przeszłości, połączone z pewnością, że to niemożliwe.

Któż z nas nie doznał kiedyś tego uczucia. To już chyba było! Gdzieś już to widziałem! Raz już to przeżyłem! Ale jak nazwać zdarzenie, które nie mieści się w tej definicji? Co jeżeli dokładnie wiem, kiedy wydarzyło się to wcześniej, jestem tego pewien i nie mam żadnych wątpliwości co do prawdziwości tego zjawiska?

Nie pamiętam, kiedy miałem pierwsze "Déjà vu" o ile można to tak nazwać, ale pamiętam niesamowite zdziwienie jakie wywoływały we mnie te zjawiska, kiedy to jeszcze byłem dumnym uczniem szkoły podstawowej.

Zaczynało się to zawsze tak samo, ale na początku nie mogłem tego zauważyć. To był po prostu sen, ale sen inny niż pozostałe. Bardziej wyrazisty i swoją realnością odróżniający się od przedziwnej logiki snów. Był po prostu realny. Jednak jak to ze snami bywa, po jakimś czasie się je zapomina.

Naukowcy twierdzą, że sny miewamy tylko w czasie fazy snu nazywanej REM, która w cyklach snu występuje co ~1,5h i trwa średnio 10 minut. Oczywiście ilość wystąpień fazy REM zależy od długości naszego snu i co ciekawe sen pamiętamy tylko jeżeli wybudzimy się nie dłużej niż 10 minut po jej zakończeniu. Jeżeli ktoś wybudzi nas zaraz po zakończeniu tej fazy jesteśmy w stanie opowiedzieć swój sen bardzo szczegółowo natomiast im bliżej 10 minut od zakończenia tym samym pozostają w naszej pamięci tylko strzępy informacji.

W przypadku "tych snów" nie miałem problemów z ich zapamiętaniem. Można powiedzieć, że byłem tak zdziwiony ich wyrazistością iż zaraz się budziłem tym samym pamiętając cały sen. Sny te nie były długie. Czasami nawet sprowadzały się do jednego wyrazistego obrazu, a czasami była to krótka "scenka". Chociaż z początku bardzo mnie dziwiły i bez wątpliwości mogłem zakwalifikować je do "tych snów" to jednak następnego dnia już o nich nie pamiętałem, ponieważ jak wiadomo nie odświeżane informacje schodzą do naszej pamięciowej piwnicy i grozi im zapomnienie.

No i leżały w tej piwnicy czekając, ale nie na zapomnienie, a na swoją kolej. A kiedy ta nadeszła wyskakiwały tak nagle jak te różne straszydła na animacjach flash'owych. No było jak nagłe spięcie, iskra która przeskakuje pomiędzy obrazem w naszej pamięci a tym co właśnie oglądamy. Jak kalejdoskop złożony z milionów części, które właśnie ułożyły się w ten jeden niepowtarzalny wzór, który jednak jakimś cudem jest nam już dobrze znany. Jak kolorowanka, której zapamiętane przez nas kontury znowu wypełniły się tymi samymi kolorami.

Działo się to w różnych sytuacjach. Czasami była to konfiguracja miejsc, aut, ludzi i pogody, a czasami czyjaś odpowiedź przy tablicy. Jednak najbardziej zapadła mi w pamięć śmierć chomika...

Podobno w czasie snu nie potrafimy kreować marzeń a jedynie miksujemy znane nam przedmioty, miejsca, twarze i odczucia. Jest to skutkiem tego, iż nasz mózg sortuje sobie w tym czasie informacje przyswojone przez nas w ciągu dnia, i wkłada je w odpowiednie szufladki regału z napisem "Pamięć długa" (tak właśnie działa uczenie się).

Wydaje się to logiczne ale w żadne sposób nie wyjaśnia to jak mogłem wyśnić śmierć mojego chomika z tygodniowym wyprzedzeniem. Tym bardziej, iż nie był to standardowy rodzaj śmierci chomików a i chomikowi nie w głowie było wybieranie się już na tamten świat. Dokładnie było to tak, iż przyjechała do mnie kuzynka, która miała wówczas jakieś 4 latka. Uwielbiała mojego chomika, a zwłaszcza łapać do w rączkę i ściskać tak mocno, iż jego oczy bliskie były wystrzelenia w kosmos i w krótkim czasie wyprzedzenia obu są Pionier. Właśnie w obawie o jego zdrowie chomik został wyeksportowany na balkon, gdzie w cieniu stolika turystycznego cieszył się wolnością. Cały dzień mijał nam na pilnowaniu wszędobylskiej kuzynki a kiedy nastała godzina 16:00 i ktoś wspomniał coś o chomiku wybiegłem nagle na balkon. Wybiegłem, ponieważ po południu słońce przesuwało się przed balkonem likwidując tym samym każdy skrawek cienia. A był to bezchmurny lipcowy dzień...
Kiedy dobiegłem zaglądnąłem pod stolik i ujrzałem chomika leżącego na środku akwarium, a z jego pyszczka wystawał tylko mały czerwony języczek. W podstawku umieszczonym w kącie nie było ani grama wody - wszystko wyparowało. Biedny chomik usmażył się żywcem :-( . Moje pierwsze zwierzątko zmarło z powodu mojego zaniedbania. A wierzcie mi że dla kogoś w wieku 10 lat to bardzo wiele znaczy. Pamiętam, że płakałem jak bóbr przez całe dwa następne dni.

Ale jednocześnie nie mogłem się nadziwić temu ogromnemu "spięciu" jakiego doznałem zaglądając wówczas pod stolik. Przypomniałem sobie, że tydzień wcześniej widziałem w jednym z "tych snów" właśnie ten obraz. Widziałem ale oczywiście nie przejąłem się nim i kilka dni później już o nim zapomniałem. Wszystko się zgadzało: kadr, ułożenie chomika, wystający języczek, pusta miseczka z wodą, nogi od stolika, balkonowe czerwone kafelki i biała ściana w tle. Wszystko to oglądałem po raz drugi z pełną świadomością, gdzie i kiedy widziałem to wcześniej oraz bez żadnych wątpliwości co do prawdziwości powtórzonego zdarzenia.

Od czasu tego wydarzenia postanowiłem jak najdokładniej zapamiętywać te wyraziste sny. A kiedy już jakiś się pojawił starałem się zrobić wszystko aby senne zdarzenie nie powtórzyło się w rzeczywistości. Robiłem inne rzeczy niż zwykle, wracałem i chodziłem do szkoły inną drogą i ogólnie starałem się robić wszystko inaczej. Ale to przychodziło jak grom z jasnego nieba i uświadamiało mi, że właśnie, przez to iż starałem się uniknąć jakiegoś zdarzenia powodowałem jego wystąpienie. Zupełnie tak jak by przyszłość nie miała alternatyw a ludzie wolnej woli.

Pewnego razu widziałem w śnie moją mamę, idącą do pracy. Mama przechodziła przez jedyne ruchliwe skrzyżowanie na drodze do pracy i dokładnie widziałem jak wpada pod koła auta zjeżdżającego z drogi szybkiego ruchu. Obudziłem się ze łzami w oczach. Zupełnie tak, jak gdyby wyrok już zapadł. Jednak bałem się komuś o tym powiedzieć. Bałem się zobaczyć to znowu...

I wiecie co? Nie ma już tego skrzyżowania. Teraz zrobili tam rondo. A moja mama nigdy nie miała żadnego wypadku. Sam nie wiem co o tym myśleć.

Od tego czasu miałem jeden, może dwa takie sny. Ale o niczym ważnym. Po prostu zwykłe konfiguracje przedmiotów, słów, ruchów ciała. Później oczywiście wszystko się wydarzało a ja przypominałem sobie o tym śnie. Ale nie działo się to już tak często, zupełnie jakby zjawisko wygasało. Może to wiązało się z okresem dojrzewania? Niektóre dzieci w okresie dojrzewania wywołują nieświadomie demonstracje parapsychiczne (jak np Joanna Gajewska) a ja po prostu miałem "takie" sny.

Kiedyś widziałem odcinek Star-Trek, w którym Enterprise wpadał w czarną dziurę, która cofała go w czasie o kilka godzin, tak iż po ich upływie wpadał w nią znowu. Takie zdarzenia wywoływały w całej załodze duże emocje, który pozostawiali oni w mijanej czasoprzestrzeni jak gęstą chmurę gazu. A kiedy znaleźli się ponownie w tym miejscy czasoprzestrzeni odbierali echa swoich emocji które po kilku "iteracjach" były tak silne, iż wpłynęły na ich decyzje i dzięki temu uniknęli kolejnego spotkania z czarną dziurą. Może nie jest to naukowe wyjaśnienie, ale przecież często nauka nadgania dopiero za fantastyką.

A może po prostu znowu zmieniali coś w Matrix'ie ?

Komentarze z jogger.pl

GiMadlo 31 grudnia 2005 / 02:32

ZTCMW to deja vu, to nie sny. Deja vu powstaje w wyniku 'niezgrania' półkul mózgowych, co powoduje, że do jednej sygnał o danym zdarzeniu dociera wcześniej niż do drugiej, [dzieje się to w 'mgnieniu oka', 'ułamku sekundy' czy jak to inaczej określić], co powoduje, że mamy wrażenie, że 'ja to już gdzieś widziałem', do tego najczęściej odnosi się wrażenie, że nastąpiło to już 'jakiś czas' temu...

To co opisujesz, pasuje bardziej do opisu 'snów o przyszłości' i owszem, zdaża się coś takiego, aczkolwiek nie wiem czy jest, czy zostało to zjawisko w jakikolwiek sposób badane, czy zbadane.

Takie pytanie z czystej ciekawości, czy w obrazach, które Ci się śniły, jeżeli występowały osoby, czy złyszałeś CO lub O CZYM mówią?

Pozatym jeżeli chciałbyś to 'zjawisko' zbadać na sobie, to spróbuj zamiast zapamiętywać sny, zacząć pisać sennik, spisywać sny, żeby być pewnym, że rzeczywiście Ci się przyśniło, a że nie było to deja vu.

Z noworocznymi pozdrowieniami...

citizen 31 grudnia 2005 / 13:01

Nie przypominam sobie, żeby w którymś ze snów ktoś coś mówił. Ale jeżeli chodzi Ci o to, że np w snach nie można nic przeczytać, to już odpowiadom, iż kilka razy mi się udało, przy okazji świadomych snów. Ale to już temat na zupełnie inną historię ;)

Z sennikiem kiedyś próbowałem. Ale strasznie trudno jest prowadzić sennik, kiedy budzik dzwoni o 6:00. Otwieram oczy i nie wiem gdzie jestem (bo kłade się spać po 0:00). No i muszę się z wszystkim śpieszyć, żeby zdążyć na uczelnie. Rano po prostu nie ma czasu na prowadzenie sennika.



Komentarze