Ubuntu > Inside
Kategorie: Linux Ubuntu 22 października 2005 o 00:13:26 | trackback
1. Instalacja
Jak na Linuks dla ludzi to instalacja pozostaje nadal dla linuksowców. Nie twierdze że jest trudna, ale jeżeli to czyjeś pierwsze podejście to może wydać się trudna lub całkiem zniechęcić. Jeżeli ma być dla ludzi to instalator powinien być graficzny z opcją zrób wszystko za mnie ;) Czasami ktoś ze słowem partycja spotyka się dopiero przy instalacji Linuksa, a jeszcze jakieś dzielenie ich... Czarna magia. Oczywiście instalator nie powinien zagradzając drogi zaawansowanym użytkownikom, i oczywiście tak nie jest.
2. Start systemu
No. Nareszcie. Już nie jesteśmy zalewani przez tony kodu odpalających się demonów i innych skryptów. Start jest graficzny i miły dla oka, widzimy tylko najważniejsze funkcje, które odpalają się ładnym "ok" lub (jak coś pójdzie źle) z widocznym czerwonym failed. Do tego ładne logo i pasek postępu. No i tak można czekać na załadowanie systemu. Już po załadowaniu przywita nas ładny GDM. Nic tylko się logować.
3. Gnome
Gnome 2.12. W Debianie testing jeszcze troszkę bym sobie poczekał. No ale co nowego z samego Ubuntu? Ano to:

Tak prosto jeszcze nie wiedziałem. Wybieram program, klik zastosuj, a skrypt już sam wie co ma sobie pociągnąć, żeby było dobrze i po chwili jesteśmy już poinformowani w jakiej części menu można znaleźć właśnie zainstalowaną aplikację. Oczywiście nie mamy tu do wyboru całego repo Debiana, ale najważniejsze programy wspierane przez developerów Ubuntu. No ale oczywiście jeżeli tylko czegoś nam zabraknie możemy skorzystać z Synaptic'a, a tu Debian jak znalazł.
Ponad to mamy jeszcze do dyspozycji system inteligentnej aktualizacji przypominający nieco ten windowsowy. Wyskakuje nam ładny dymek z powiadomieniem o dostępności nowych aktualizacji i gotowości do ich pobrania. Klik klik i już wszystko gotowe.
Ubuntu trochę przypomina mi taki zapakowany cukierek. Najpierw musimy przegryść się przez opakowanie (instalacja) a później już sama słodycz.
Tyle pierwszych wrażeń.