Przeglądając konkurencyjne oferty trafiłem na grę w piłkarzyki o nazwie PenSoccer.



Tak sobie pomyślałem że gorszej zrobić nie mogę. A poprzeczka jak na pierszy program w Delphi stoi nieco wysoko. No ale przecież nie takie rzeczy się robiło w '43 ;) Obecenie moim podstawowym problemem jest odkrycie mechanizmu ułożenia kreski względem pozycji kursora. Nie mam pojęcia jak to jest zrobione a innego wyjścia jak naśladowanie tego mechanizmu nie widze. Przecież nie będę sterował na strzałkach.
Jak na Linuks dla ludzi to instalacja pozostaje nadal dla linuksowców. Nie twierdze że jest trudna, ale jeżeli to czyjeś pierwsze podejście to może wydać się trudna lub całkiem zniechęcić. Jeżeli ma być dla ludzi to instalator powinien być graficzny z opcją zrób wszystko za mnie ;) Czasami ktoś ze słowem partycja spotyka się dopiero przy instalacji Linuksa, a jeszcze jakieś dzielenie ich... Czarna magia. Oczywiście instalator nie powinien zagradzając drogi zaawansowanym użytkownikom, i oczywiście tak nie jest.
No. Nareszcie. Już nie jesteśmy zalewani przez tony kodu odpalających się demonów i innych skryptów. Start jest graficzny i miły dla oka, widzimy tylko najważniejsze funkcje, które odpalają się ładnym "ok" lub (jak coś pójdzie źle) z widocznym czerwonym failed. Do tego ładne logo i pasek postępu. No i tak można czekać na załadowanie systemu. Już po załadowaniu przywita nas ładny GDM. Nic tylko się logować.
Gnome 2.12. W Debianie testing jeszcze troszkę bym sobie poczekał. No ale co nowego z samego Ubuntu? Ano to:

Tak prosto jeszcze nie wiedziałem. Wybieram program, klik zastosuj, a skrypt już sam wie co ma sobie pociągnąć, żeby było dobrze i po chwili jesteśmy już poinformowani w jakiej części menu można znaleźć właśnie zainstalowaną aplikację. Oczywiście nie mamy tu do wyboru całego repo Debiana, ale najważniejsze programy wspierane przez developerów Ubuntu. No ale oczywiście jeżeli tylko czegoś nam zabraknie możemy skorzystać z Synaptic'a, a tu Debian jak znalazł.
Ponad to mamy jeszcze do dyspozycji system inteligentnej aktualizacji przypominający nieco ten windowsowy. Wyskakuje nam ładny dymek z powiadomieniem o dostępności nowych aktualizacji i gotowości do ich pobrania. Klik klik i już wszystko gotowe.
Ubuntu trochę przypomina mi taki zapakowany cukierek. Najpierw musimy przegryść się przez opakowanie (instalacja) a później już sama słodycz.
Tyle pierwszych wrażeń.
Przymierzałem się od dłuższego czasu do przesiadki z Debiana (testing) do Ubuntu. Czytałem, że to "system dla ludzi" no i ogólnie spodobała mi się idea dystrybucji tak prostej jak Gnome, która oferuje świeże rzeczy.
No i się zabrałem. Namierzyłem obrazek, ściągam, czas oczekiwania 3 godziny, zabezpieczyłem ekran, wyszedłem do kolegi. Wracam, patrzę a na monitorze panel logowania XP :-/. Ojciec chciał coś pogrzebać w sieci a że nie wiedział jak odblokować kompa i dlaczego jest zablokowany to po prostu go zresetował. Wznowienie transferu nie powiodło się i tym sposobem miałem kolejne 3h w plecy.
Następnego dnia po powrocie z zajęć, zalogowałem się na XP, skopiowałem ważne dane z Debiana, restart i już bootujemy z płytki lepsze jutro. Instalacja Ubuntu identyczna jak w Debianie, tyle że nie mamy możliwości wyboru pakietów bo Ubuntu samo wie co jest dla nas najlepsze :) Wszystko ładnie pięknie, język wybrany, sprzęt skonfigurowany, sieć stoi, partycje przydzielone, zapisywanie partycji - ERROR! WTF ? Retry, Retry, Retry, Ignore. Jeszcze raz.... ERROR? WTF?
No dobra, jakieś alternatywy? Skoro instalka taka sama jak w Debianie to spartycjonuję przy pomocy instalki z Sarge'a, w końcu przy ostatniej instalacji nie miałem problemów. Bootowanie Sarge... Konfiguracja - Done. Partycjonowanie - Done. Zapis tablicy partycji - ERROR. Retry, Retry, Ignore, FUCK! Alternatywy? Alt+F2 - konsola. Fdisk - nic, cfdisk - nie może przeczytać tablicy partycji. Aaaaaa!!
Alternatywy? Formatowanie z XP. Po minucie już siedzę w XP. Dysk widzi, ale tylko w menadżerze urządzeń :-/ Trzeba sie jakoś do niego dobrać.
Ranish Partition Manager - widzi tylko 3 MB pustego miejsca gdzie nie sięgnęła partycja NTFS'a. Drugiego dysku nima. Następny.
Partition commander - wywala się przy starcie, nie może czytać z tablicy partycji. Następny.
Dyskietka systemowa z dosem + Symantec Norton Partition Magic 8.0 - bootowanie z dyskietki, odpalam, piękne logo, zaczyna się ładować, leży, krzaczki na ekranie. Aaaa! Alternatywy?
Hmmm. Płytka instalacyjna XP. Bootwanie. Widzi przestrzeń na dysku bez żadnej partycji nie może nic z tym zrobić. FUCK! No to konsola odzyskiwania systemu. FIXBOOT - nic, FIXMBR - nic. Chkdsk - wysypał się, scandisk - wysypał się. Powrót na XP. Alternatywy alternatyw?
Dyskietka systemowa Win98. Ściąganie, kopiowanie, bootowanie, fdisk /mbr - wysypał się. Scandisk, format, chkdsk - nic. Alternatywy alternatyw innych alternatyw?
Powrót na XP. Google, google, google, google... Jakiś soft Ontrack'a do wszystkiego z dyskami. Biorę! I jakaś jego nowsza wersja - biorę. Kopiowanie na dyskietki. Restart, boot dos, odpalam. Jakieś narzędzia są. Instalacja dysku - ERROR, wyczyszczenie MBR'a - ERROR, wszystkie inne możlowości - ERROR. I'm dead. Zmiana dyskietek, nowsza wersja na front. Instalacja dysku - ERROR, wyczyszczenie MBR'a - ERROR, przywrócenie MBR'a - ERROR. Jakieś nowe opcje. Coś jest. "Filling with zeros". ...1%... ...2%... Skończyło się za godzinę. Gdzie to byliśmy? Aaa Ubuntu ("Linux for Human Beings"). Boot, język, sieć, pierdoły, partycjonowanie, zapis tablicy partycji... Kopiowanie pakietów. Done.
Wtorek 22:30, instalacja Ubuntu zakończona pomyślnie. Wrażenia będą później.
Dzisiaj nareszcie ćwiczeniowiec rozdawał nam tematy projektów do napisania w Delphi.
Tematów miał 24 a osób było 22. Jeżeli była więcej niż jedna osoba do danego temetu, to te osoby grały pomiędzy sobą w marynarza :) Ja zgłosiełem się dopiero do tematu nr 11 i chociaż zrobiły to też dwie inne osoby to jednak ja wygrałem "losowanie".
Mój temat to gra w piłkarzyki. Piłkarzyki takie jak gra się na kartce w kratkę stawiając kreski i odbijając się od innych kresek. Może nie jest to najambitniejszy projekt ale w porówaniu do pozostałych wydał mi się najbardziej ciekawy, zwłaszcza że można go rozszerzyć o grę z komputerem lub przez sieć. No i zawsze to gra, a nie program więc testując ją przynajmniej będę miał trochy frajdy.
Acha, zapomniałem dodać. Mój poziom wiedzy z zakresu Delphi - 0, słwonie: zero. No to zaczynam projekt.
Oczywiście większość ma rację mówiąc, że demokracja jest do dupy.
Tylko zazdrościć nam takim krajom,
W których za darmo buty rozdają...
Nie są za piękne, ani szczególne,
Za to - darmowe, takie - ogólne.
Kiedy nadejdzie chlapa czy zima,
To obywatel - zawsze wytrzyma!
A jak już z wiekiem drą się pomału,
Dają komisje buty z przydziału.
W tych soc-komisjach są specjaliści,
Żeby nie było ludzkiej zawiści.
No bo ludziska, już kombinują:
Dajcie mi nowe, stare szwankują,
Buty wymieńcie - piszą podania -
Lewy za ciasny - są odwołania...
Żeby nikt nie mógł głupa im palić,
Muszą komisje wszystko ustalić:
Komu - do domu, komu - dla sportu,
A komu wydać z pierwszego sortu.
Żeby nie było oszukiwania,
Biorą komisje - pokwitowania.
Ale i biorą ponoć łapówki
Od elegantów, co chcą mieć nówki!
Na spec-komisje - przyszła już pora
Bo się korupcja zrobiła spora.
Tajne agencje też są konieczne,
Żeby zwalczanie było skuteczne.
Śledzą komisje inne komisje -
Każda komisja swoją ma misję.
Rosną urzędy i ministerstwo,
Żeby nie rosło butów paserstwo,
Żeby nie brano fantów i w łapę!
Bierz but - bez kantów i nie na gapę!
Jakiś tam Korwin - gada coś - głupi:
Buty - niech każdy, sam sobie kupi!
Jeden - na miarę, drugi - drewniaki...
Mówi, że lepszy jest system taki.
Zmniejszyć podatki! Dość biurokracji!
Wszystkie komisje - do likwidacji!
Jeszcze coś mami, że niby draństwo,
Że się butami zajmuje państwo!
Mądrze tłumaczą socjal-działacze:
Że buty kupią... tylko bogacze,
A biednych nie stać będzie na buty -
I będą boso - jak przyjdzie Luty!
A jak zamarzną? - To czyja wina?
Niech nikt nie słucha głupot Korwina!
No i za darmo uczą już młodzież:
Fajna by była darmowa - odzież,
Fajnie by było darmo się leczyć...
Trudno młodzieży temu zaprzeczyć...
Choć darmowemu nie jestem wrogi,
Czuję się - niczym but z lewej nogi,
No bo czasami widzę to czarno -
No bo skąd mają na to - za darmo?
Jan Gładkow
Jutro zaczynam sezon metodą szokową. Jak zawsze wstaję skoro świt 12:00, tak właśnie nastawiłem budzik na 6:15. I już mi się śmiać chce jak wyobrażę sobie siebie zwlekającego sie jutro z łóżka xD
Niedawno skończyłem prace nad kolejną wersją naszego serwisu dla studentów informatyki Politechniki Opolskiej. Chociaż w php już mniej więcej się orientuję to i tak za każdym razem uczę się czegoś nowego. Tym razem poznałem inteligentny system szablonów Smarty. Całkiem fajnie to działa i jak już się oddzieli php od XHTML'a to całkiem przyjemnie się pracuje.
No ale nie można wiecznie siedzieć w php'ie. Już od dawna czaiłem się jak by tu zacząć programowanie w linuksie. No i dzisiaj postanowiłem postawić pierwsze kroki na nieznanym terenie. Złapałem fajne HOWTO no i wypociłem kilka GTK'owych okienek. Jak już się wypoci to fajnie wygląda, ale co do kodowania to widziałem już prostszą składnię niż to GTK'owe obiektowe C++. Trochę trudno się na to patrzy, ale pewnie wszyscy tak mieli na początku (mam nadzieję).
Chciałem rozpocząć grzebanie w koniu, ale jego edytor zachowywała się jakoś nienormalnie. Tekst pojawiał się, znikał, przesuwał. Really weird, w tym edytorze chyba straszy. No a następny w kolejce (na gnomefiles) był OpenLDev. Całkiem przyjemny edytor. Przyjemny bo prosty. Tylko ma jeden problem. Nie potrafi odnieść się do libglademm.h, a przynajmniej jeszcze nie doszedłem jak to zrobić. Po prostu wypluwa że nie ma takiego pliku i tyle, choć przy kompilacji z konsoli wszystko jest ok.
No i tyle. Zaczynam z GTK, może coś z tego wyjdzie...